Rośnie to, co karmimy

…choć czasem trudno to widzieć.

Gdy złościmy się na siebie o to, że czegoś nie umiemy albo nie dajemy rady, i dowalamy sobie ile wlezie – karmimy swoją agresję i poczucie winy, ale rzadko wtedy szukamy pomysłu jak coś zrobić inaczej albo gdzie iść po wsparcie.

Gdy opowiadamy sobie o tym, jak jesteśmy sobą rozczarowani albo wierzymy tym, którzy „wiedzą wszystko lepiej” na temat naszych zranionych miejsc – karmimy swój wstyd, który odcina nas od życia i sprawia, ze porzucamy samych siebie, nigdy wystarczająco dobrych.

Gdy unikamy czegoś trudnego, nie szukając pomocy – karmimy swój lęk.

Gdy idziemy po pomoc tam, gdzie nas nikt nie zrozumie i nie przyjmie – karmimy swój smutek, którego i tak już w dłoniach tyle.

Gdy mówimy sobie „widzę, jak ci trudno”, „jestem tutaj z tobą” i „radzisz sobie najlepiej, jak umiesz” – karmimy akceptację i łagodność. Miłość do siebie, która dodaje sił i spaja od środka. Ciepły i pełen współczucia wzrok, którym ogarnąć możemy tych, którym jest trudno. Być z nimi. I widzieć, że radzą sobie najlepiej jak umieją.

Gdy słyszymy swoją złość, zanim ona stanie się donośna na zewnątrz, karmimy swoją zdolność mówienia „tak” i „nie”, w zgodzie ze sobą, bez gwałtu na sobie i pełnych pretensji słów.

Gdy wybieramy to, co nam służy, podnosi i wspiera – karmimy swój dobrostan, by mieć z czego korzystać, gdy robi się trudno. I uczymy się pytać innych o to, czego potrzebują.

Gdy prosimy o pomoc i otrzymujemy ją, karmimy swoje zaufanie.

m

#bliskosiebie #bliskodrugiego

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *