Słuchanie i konkurowanie

„Boli mnie od kilku dni głowa…” –  „Wiesz, a mi coś się stało w łokieć – ledwo żyję!”

Znacie takie dialogi?

Te drogi wielopasmowe? Drogi wzajemnego mijania, ale nie spotkania?

Wchodzenia sobie nawzajem w słowo, by szybko wrzucić swoje, które tam tyle czekało, że trzeba to powiedzieć bez względu na wszystko?

Imprezowe small talki, po których wychodzi się z wrażeniem, że nie spotkało się tam nikogo, z sobą samym włącznie? Każdy mówił, nikt nie słuchał.

Gdy na moją historię dostaję twoją, to umiera nadzieja, że istnieje życie w kosmosie i że ktoś mój sygnał nadawczy odbiera. Czuję wyraźnie, że nie mam nic ważnego dla Ciebie do powiedzenia. Że mnie nie widzisz.

Ale tak samo trudno jest to dać. To wysłuchanie Ciebie. Z lęku, że gdzieś własne historie przepadną, opowiadamy je szybko, gdy tylko jest okazja.

A może warto zaryzykować. Opakować starannie to, co moje, włożyć do pudełka, wyłożonego miękką chusteczką, zawiązać wstążką w kropki i pogłaskać. I położyć na najważniejszą półkę, by poczekało. Na przestrzeń. Na dobry moment. By zrobić tyle miejsca w sobie, by cenną okazała się Twoja historia. W pokoju serca, że ta moja, jak niezapominajki na obrazku, nie zniszczy się ani nie zmarnuje, ale będzie darem w swoim czasie.

Gdy opowiadałam, dlaczego idę do szkoły coachingu, mówiłam, że chcę nauczyć się tak słuchać drugiego, by mógł usłyszeć siebie. I pomyślałam, że piątki będą o tym. O słuchaniu. Tym chciałabym się z Wami podzielić, bo mam poczucie, że to droga do spotkania.

m

#bliskosiebie #bliskodrugiego

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *