Wakacyjna depesza

Przeszło dwa tygodnie temu zaczęłam wakacyjne podróżowanie z rodziną, które – gdy już się zaczyna – miewa tylko kolejne przystanki.

Pamiętając czasy, gdy mój wakacyjny dyżur jako redaktor naczelnej i autorki trwał nieprzerwanie przez 365 dni w roku, by wyjść naprzeciw oczekiwaniom rozmaitych stron – przyznam, że z wielką ulgą “na swoim” po prostu wzięłam wolne. I to tak wolne bez wyrzutów sumienia.

Nie odnajduję się na ten moment w takim stylu prowadzenia bloga, gdzie meldowałabym się z poszczególnych podróży czy nawet snuła dalej jakąś rozwojową opowieść w stylu: “patrzcie, tak się odpoczywa. Tak się spędza czas ze sobą. A tak z rodziną. Tak się na urlopie buduje relacje”. Z jednej strony jest we mnie wielka potrzeba ochrony własnej prywatności i odnajdowania takich miejsc w sobie i wokół siebie, które nie mają żadnych utylitarnych sensów. Nic nie jest środkiem ani celem i nic nie służy za przypowiastkę dla większego dobra. Radość spotkań z ludźmi, widoków i więzi po prostu się wydarza, podobnie jak trudności i pytania bez odpowiedzi.

Z drugiej strony – nie uważam siebie ani za specjalistę, ani za przykład dla kogokolwiek. Jeśli dzielę się tym, co sama odkrywam, to z potrzeby podzielenia się i z pozostawieniem wielkiej przestrzeni wolności po stronie czytelnika. To, co pomaga mi, nie musi pomagać Tobie. Wierzę, że doświadczając własnych słabości, tym bardziej nie będę wystawiać łatwych recept. Ale może łatwiej przyjdzie mi Ciebie wysłuchać. Może dzięki temu częściej zadaję sobie pytanie, dlaczego, niż oceniam historię, z jaką przychodzi drugi człowiek.

Pozdrawiam więc serdecznie z sezonu ogórkowego! 🙂 Jeśli okoliczności i wewnętrzny pejzaż pozwoli na słanie depeszy z podróży, puszczę sygnał. A póki co życzę mocno dobrego wakacyjnego czasu, piękna poznawania na nowo swoich bliskich, chwil luzu i wspólnego szaleństwa, momentów ciepłego bycia z samym i samą sobą oraz doświadczania miłości Tego, który stworzył promienie słońca i krople deszczu, a teraz codziennie liczy włosy na Twojej głowie

Małgorzata Rybak

Foto: Ania Rybak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *