Weneckie marzenie

Weneckie marzenie

Gdy patrzę na to zdjęcie, mam myśl, że to nie do wiary. Ta odległość. Pokonałam naprawdę wielką odległość. I nie chodzi mi o podróż o świcie pociągiem znad jeziora Garda, gdzie mieszkaliśmy, do Wenecji, bo to było tylko 120 km. Mam na myśli odległość między niewiarą w to, że moje marzenia mają większe znaczenie, do tego momentu.

Gdy dojeżdżałam z Anią, naszą17-letnią córką, do ostatniego dworca w Wenecji, zaczęło docierać do mnie dopiero, że to miejsce, które przekracza moje o nim wyobrażenia. Po obu stronach torowiska rozlewał się bezkres morza, rybacy w łodziach łowili ryby. A gdy wyszłam z dworca i zamiast ulicy zobaczyłam wodę płynącą arterią Canal Grande, napłynęły mi do oczu łzy zachwytu i tak już zostało przez cały dzień. Mój mózg zalały endorfiny. Pływałam w szczęściu.

Tyle zajęło, zanim się nam udało zorganizować naszą podróż do Włoch. Przy pierwszym podejściu, gdy już wybraliśmy piękną miejscówkę nieco wyżej nad Gardą, w północnej części jeziora, przyszedł covid. I dzień przed podpisaniem umowy ktoś mi uświadomił, że to Lombardia, która wiosną 2020 pogrążona była w pandemii. W tym roku podjęliśmy decyzję późno, nasz niedoszły najemca miał już wszystko zajęte. A jednak. Znaleźliśmy cudny apartament nazwany imieniem naszej córki, której na tym wyjeździe bardzo zależało.

Nie mam marzeń szalonych, jak podróż rakietą. Doświadczyłam jednak tego, że kiedy zaczyna się marzyć, wydarzają się nowe rzeczy. Jasne, że nie magicznie. Jasne, że jakaś część nas potrzebuje nam pozwolić. Czasami można zaczynać od małych rzeczy. Od kupienia sobie wygodnych butów albo wygodnego łóżka. Od sprawienia sobie czerwonej sukienki, poturlania po trawie albo skoku w stertę jesiennych liści. Od pytania: czego pragnę, na co od dawna nie umiem sobie pozwolić?

Są takie rzeczy, na które pewnie nie możemy sobie pozwolić. Ale są i takie, na które nie potrafimy, znajdując wiele arcyrozsądnych uzasadnień, które mają nam wytłumaczyć, że nie wolno nam dać sobie samym niczego dobrego. Może podobnie, jak kiedyś nam rozsądnie tłumaczono, dlaczego nasze potrzeby nie są ważne, a każde „kiedyś to dostaniesz pod choinkę” zamieniało się w „nigdy”.

A jeśli chcesz pozaglądać do tej części siebie, która potrafi marzyć, zapraszam serdecznie na warsztat „Rozkwitalnia marzeń” w czwartek 30.09. wieczorem [KLIK].

Bądźcie dobrzy dla siebie <3

M

Fot. Ania Rybak <3

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *