Adam i Ewa planują sobotę

W swoim własnym doświadczeniu mam takie punkty kontrolne, które pokazują mi (i całej rodzinie) najbardziej naocznie, czego jeszcze nie umiem i nie umiemy. Należy do nich na pewno wspólne planowanie dnia, kiedy wszyscy jesteśmy razem w domu, ale jest to też dzień nie do końca „wolny”. Takim dniem dla nas, jak pewnie dla wielu rodzin, jest sobota. Czyli nadrabianie zaległości gospodarczych w połączeniu ze szczyptą przyjemności i czasem dla siebie, w tak rozmaitych konfiguracjach i proporcjach, że dech zapiera. Co byłoby strasznie fajne, gdyby nie było czasami jednak straszne i nie rzutowało na kolejny dzień, to znaczy niedzielę. Jej atmosfera jakoś u nas mocno zależy od tego, co zrobimy z sobotą.

Gdy patrzę na to, co zmieniło się na przestrzeni lat – cieszę się niepojęcie, że w ramach walki z moim świętym perfekcjonizmem, zabójcą relacji i wszystkiego, co w nas żywe, zaczęłam radykalnie obcinać z listy i stawiać znaki zapytania, czy rzeczywiście trzeba to czy tamto zrobić. Rodzina pomaga mi także podchodzić do wielu spraw elastycznie – zróbmy daną rzecz, ale może inaczej, niż myśleliśmy. Na przykład prosty obiad ugotują dzieci lub zamiast gotowania – zjemy coś gotowego, za to więcej czasu spędzimy na dworze.  Jak jednak poskładać dzień, by każdy był szczęśliwy i by go nie stracić na kłótnie – jest dla mnie nadal obszarem poszukiwań. Nie działa bowiem tu założenie, że jeden „mózg centralny” (i wylosujemy, kto to będzie) zdecyduje i poukłada za wszystkich. Kolizje potrzeb, planów, marzeń i kondycji przy pięcioosobowej rodzinie są nieuniknione, a przy tworzeniu wspólnej ramy dnia każdy chce czuć się szanowany i zauważony.

W tekście o Adamie i Ewie [KLIK] zawarłam kilka propozycji, co może pomóc przy wspólnym układaniu soboty. A co Wam pomaga?

Małgorzata Rybak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *