W ciemności mojego grobu

Usłyszałam w Wielki Piątek podczas publicznej adoracji jednej z grup parafialnych słowa, które spowodowały mój wielki wewnętrzny opór: “przepraszamy za to, że musiałeś za nas tak cierpieć i dziękujemy za zmartwychwstanie”. Wiem, że był to pewien skrót myślowy, ale we mnie wywołał długi dialog. Gdybym mogła wybierać, na pewno stworzyłabym samą siebie w wersji awesome & perfect (wierzę, że rozwój ku świętości to ten moment, gdy ludzie zaczynają dziękować za to, że są mali, słabi, grzeszni i niedoskonali, bo mogą doświadczać mocy Zbawiciela – więc pewnie jestem jeszcze bardzo daleko od tego miejsca). Niemniej jednak wracam do tego często nawet w pisaniu tutaj – że nasz rozwój nie zależy od tego, jak bardzo się ściśniemy. Ze ściskania się ku doskonałości wychodzi perfekcjonizm, faryzeizm i inne trudne w leczeniu -izmy. Więc gdybym miała wyjście, nigdy nie zgodziłabym się na to, żeby On za mnie przeszedł coś takiego.

Chodzi mi po głowie, że w tajemnicy Paschy, owego “przejścia” Jezusa przez odrzucenie i kaźń, dosłownie zamierzony śmietnik historii, po noc śmierci, aż do zwycięstwa życia, nie możemy się zatrzymać w takim miejscu, że to my przepraszamy Pana Boga za to, że tak się stało. Metaforycznie w imieniu ludzkości – jasne. Ale osobiście to trochę jak stawianie się ponad Nim. “Ty mi nie będziesz nóg umywał”. Choć to nielogiczne. On pierwszy uznał każdego i każdą z nas za godnego takiego znaku miłości, takiego oddania i poświęcenia, żeby nas ocalić. I w dodatku zostawiając po naszej stronie całkowitą wolność przyjęcia tego daru lub nie.

I to ma znaczenie zupełnie praktyczne. Jeśli te dni miałyby nas zaprowadzić do poczucia dobrze spełnionego obowiązku (przeprosiłem, nikogo nie zabiłem i nie ukradłem), to ten Jego wysiłek byłby na marne. Przepaść Jego cierpienia powinna nas raczej zostawić z poczuciem ogromnej bezradności. Poza tym – On nie potrzebuje widzów, ich było sporo. Podaje dłoń i mówi: “łap się, idziemy razem, to, co zrobiłem, zrobiłem także dla Ciebie”. Pragnie ode mnie właśnie tego, co martwe, nierozwiązywalne, bez wyjścia. Co budzi rozpacz i bezsilność. Tam może nastąpić Jego zwycięstwo. Niekoniecznie musi zostać zaproszony do wysprzątanego domu z choinką ustrojoną w pisanki. Raczej do grobu, w którym mi zimno, strasznie i samotnie.

m

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *