Dlaczego „powinno” czyni nas niewidomymi

„Widzę cię”. „Słyszę cię”.

Dostrzeganie – drugi po dawaniu poczucia bezpieczeństwa filar obecności – to dla mnie spotykanie dziecka tam, gdzie jest i w tym, co jest.

Im więcej w głowie odpala się kadrów z filmu o tym, jak powinno być, tym mniejsze prawdopodobieństwo spotkania. „Jak powinno być” miewa różne oblicza. Na przykład gdy dziecko płacze w sklepie, może brzmieć „ludzie pomyślą, że niewychowane”, „dzieci powinny być cicho”, „nie można płakać w sklepie” itp.

Podobne rolki a taśmą mamy na swój własny temat. „Powinnam się cieszyć”. „Nie powinienem się bać”. „Nie mogę być zmęczona”. „Dobra matka powinna…” . Wgrane mamy te promptery od najmłodszych lat. Włączają się automatycznie i bezdotykowo.

Dostrzeganie to wyłączenie tych audycji po to, by pobyć z tym, co jest. By być z drugim człowiekiem w tym, co przeżywa i w jakim miejscu jest. To mniej mówienia, a więcej słuchania. „Co się stało?”. „Co się dzieje?”. „Czy to smutek?”. „Czy potrzebujesz teraz…?”

Podobnie z dostrzeganiem siebie – pomaga mu zdejmowanie butów oczekiwań i cierpliwe sprawdzanie, co jest. Co czuję. Co się stało. Czego się boję. Z czym przychodzą do mnie moje uczucia. Skąd, z jakich wcześniejszych historii, je znam.

To coś, co jest o byciu nie tylko z dziećmi, ale z każdym drugim człowiekiem. Wszystkie opowieści z cyklu „jak powinno być” powodują jeszcze większe osamotnienie. Bycie dostrzeżonym daje poczucie więzi. Połączenia. Wspólnoty. Przynależności.

m

#bliskosiebie #bliskodrugiego #bliskidom #potegaobecnosci

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *