List o niemożliwym

List o niemożliwym

Miałam różne myśli, wysyłając ten newsletter. Był głos, który mówił mi: „Przesadziłaś!” i „teraz to dopiero się powypisują z subskrypcji!”* (myślę, że kto wkłada jakąkolwiek wrażliwość w pisanie do ludzi, wie, że newsletter wymaga odwagi, bo naprawdę nie mamy pojęcia, gdzie i jak ląduje. I istnieje pokusa, by obracać to przeciw sobie). Ale miałam też takie myśli, że czasami potrzebuję, żeby ktoś mi o czymś powiedział bardzo wyraźnie, zwłaszcza jeśli to ważne. Dobrze bardzo wiem, jak to jest, wierzyć za bardzo własnym myślom. I przyjmuję z wdzięcznością, gdy ktoś z głębi serca, współczucia i wiedzy o życiu podpowiada: „Stop. To nie tak. Ślepa ulica”.

To moje pisanie wczorajszego tekstu dla Was (i dla mnie) zaczęło się na obwodnicy autostradowej Wrocławia, gdy mój mąż zaskoczył mnie swoją wiarą w niemożliwe.

Wiem, że coaching i praca w rozwoju kojarzy się niestety powszechnie z zachęcaniem ludzi do niemożliwego. Myślę jednak, że uczciwsze jest jasne opowiadanie, że nie przekroczymy praw fizyki, biologii oraz ram zdrowia psychicznego. Choćbyśmy bardzo chcieli, wierzyli i byli Bóg wie jak zmotywowani.

Więc list jest jak zwykle o dbaniu o siebie. I o postawie „niepotrzebowania niczego” – dlaczego jest taką iluzją. Jeśli macie ochotę poczytać, to możecie do zrobić TU [KLIK]. A jeśli macie ochotę zapisać się do newslettera i dostawać listy do skrzynek, możecie zrobić to TU [KLIK].

Bądźcie dobrzy dla siebie 💚

*tak, parę osób zrezygnowało z newslettera i to znaczy, że ktoś zadbał o siebie i treści jakie są mu potrzebne. Dziękuję jednak za wszystko, czym się dzielicie, odpowiadając, co żywego w Was uruchomiła jego lektura. I razem tworzymy ciąg dalszy tych kilku słów, które napisałam do Was jako pierwsza. Choć przecież i one wypłynęły najpierw ze słuchania wielu historii, w tym własnej.

Kwiatki na zdjęciu zasłaniają porozrzucane zabawki i bałagan na stole.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *