Nie muszę „dawać sobie w ryj”

Odwołałam wczoraj dzisiejszy warsztat, którego przygotowanie zajęło mi sporo czasu, wysiłku i wiązało się z nadzieją na naprawdę ciekawe poszukiwania w grupie. Od piątku, gdy szybko lecąc do urzędu zapomniałam zabrać ze sobą czapki, walczy ze mną wirus. Odzywa się w bólu głowy, bólu mięśni, bólu gardła. Niby nic. Niby nic, eee tam, przejdzie, przecież już sala zarezerwowana i wszystko gotowe.

Zastanawiałam się, jak to zważyć, owo „nic takiego”. Czy jeśli z bólu głowy trzeba spać w czapce – to jest nic, czy już coś? Jeśli człowiek siada na kanapie i nie może wstać, to coś poważnego, czy zupełnie nic? I cieszę się, że ten głos we mnie, że to jednak „coś”, staje się coraz bardziej słyszalny. Ten głos dobrze wie, że po powrocie do domu o północy z całym warsztatowym majdanem będzie tydzień z hakiem poważnego czegoś, bo zignorowało się sygnały, które mówiły: stop. Które prosiły o dostosowanie tempa i planów do rzeczywistych możliwości. A tam, za tydzień, jest obiecany i wyczekany wyjazd z córką, która bardzo go teraz potrzebuje.

Ile ja w życiu czasu przeżyłam w mentalności „dawania sobie kopa w tyłek”. Słabo się czujesz, nie dajesz rady? Skop sobie siedzenie. Walnij się w ryj. Dasz radę.

To nic, że od tego dawania rady czujesz, że w środku wszystko umiera. To nawet tym lepiej, na tym polega życie. Nic, że przy okazji innym wygarniesz albo im powiesz, jak możecie mieć gdzieś, jeśli ja ciągle muszę dawać radę. Wy też musicie.

No nie, nie muszę. Ani dawać sobie kopa, ani dawać rady. Mogę się źle czuć. Mogę być słaba. Mogę wysłuchać tego, co moje zmęczenie, stres czy gorsze samopoczucie do mnie mówią. O jakich potrzebach opowiadają. Mogę wrócić się po czapkę, choćbym miała przerzucić stertę rzeczy w jej poszukiwaniu i wyjść trzy minuty później. Mogę też okazać sobie zrozumienie w tym, że naprawdę się spieszyłam. Mogę traktować siebie na serio i jak przyjaciela, którego się z radością wita i od progu zadaje pytanie: „Jak się miewasz?”. Nie, nie muszę siebie traktować wroga, któremu trzeba dać w ryj, by nie ustawał w marszu. Mogę siebie przyjmować.

Ty też możesz. 🙂

M

PS Warsztat „Sięgnij po nowe” przeniosłam na dwa terminy w lutym – pierwszeństwo udziału będą miały osoby zapisane na liście głównej i rezerwowej z dzisiejszego terminu.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *