Chcę Wam dziś, z okazji Dnia Matki, napisać o trzymaniu – w macierzyństwie i psychoterapii.
Dla malutkich dzieci bycie trzymanymi w kochających ramionach – to życie.
Nie tylko mogą się poczuć bezpiecznie w wielkim świecie, do którego wpadły, jak do rzeki istnienia. Receptory czucia w skórze, zmysł równowagi, czucie głębokie – poprzez pewne i czułe trzymanie otrzymują setki kojących bodźców.
Mogą się rozwijać ich mózgi, ich układy nerwowe.
Pochylona nad nimi uśmiechnięta twarz wysyła informacje na temat ich samych – że wszystko z nimi w porządku, że są kochane.
Choć nie możemy odtworzyć świadomych wspomnień bycia trzymanymi z tego okresu, zapisuje się ono w pamięci naszego ciała jako podstawowa informacje o tym, że jesteśmy bezpieczni i nie jesteśmy na świecie sami.
W dorosłości łatwiej wychodzi się z tym cudnym prezentem od mamy do pracy, do życia, do drugiego człowieka. Cielesne wspomnienie bycia trzymanymi, bycia bezpiecznymi, to kojąca przystań dla burz i niepokojów.
A co jeśli go zabrakło?
W psychoterapii nie jesteśmy w stanie cofnąć czasu i odtworzyć dosłownego trzymania, ale psychoterapeuta trzyma klienta swoimi myślami, swoją uwagą, ciszą, słuchaniem, dostrojeniem.
Uczucia i myśli klienta nie muszą fruwać w przestworzach, ale mogą znaleźć naczynie, najpierw na zewnątrz siebie, a potem w sobie samym i samej, by się pomieściły. By mogły stać się oswojonymi i własnymi.
Trzymają także ramy – czasowe, kalendarzowe. Proces nie buja w obłokach, a gdy jedno spotkanie się kończy, wiadomo, że będzie następne.
A specjaliści pracujący z ludźmi, „pomagacze” – są trzymani we własnej terapii, superwizji, koleżeńskiej wspólnocie, więziach.
Bez życiodajnego „trzymania” nie ma rozwoju.
Bądź dobry, dobra dla siebie
Małgosia
