Podnieś wieko

Trudno jest uważać poczucie winy za przyjaciela, bo wydaje się, że przychodzi, by nam powiedzieć coś złego o nas samych. By po raz kolejny coś uszczknąć z nieraz i tak już wątłego poczucia własnej wartości. Często, gdy jakaś sytuacja wywołuje w nas poczucie winy, wściekamy się i szukamy obok człowieka, któremu możemy je podać dalej. “To twoja wina”. I na chwilę jest lżej. No bo jak jego czy jej, to już nie moja.

Jak bardzo przydaje się spokój i akceptacja, w którym możemy rodzące się poczucie winy przyjąć i z nim porozmawiać. Czy jest adekwatne, czy nie? Czy jest w nim przesada, czy dobre proporcje? Czy jest w nim nadzieja dla mnie i drugiego człowieka, czy beznadzieja i coś kompletnie niekonstruktywnego?

Poczucie winy rani nas i obciąża tym bardziej, im gorzej odnosimy się do siebie samych. Tak jak nie ma sensu mówienie o pokorze do kogoś, kogo poczucie własnej wartości leży w gruzach, tak i nie ma sensu prawić kazań o winie do osób, które już i tak cały czas czują się winnie. Jest dokładnie odwrotnie: nie przestaniemy być wrażliwi na zło, jeśli przestaniemy czuć się winni nadmiernie. Ani zła pogoda, ani zły humor drugiego człowieka nie jest moją winą.

Jeśli wewnętrzną muzyką, którą w sobie nosimy, są oskarżenia (“Jestem do niczego”, “Nic mi nie wychodzi”) – poczucie winy spada w nas jak gwóźdź do trumny.

Podnieś dziś to wieko. Posłuchaj, co mówisz do siebie. Nie daj się pochować za życia raniącym komentarzom na swój temat, jakie powtarzasz we własnej głowie. Powiedz sobie coś dobrego. Św. Ignacy Loyola radził, by od tego zaczynać każdy rachunek sumienia.

M

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *