Dialog o potrzebach

Są nadal takie obszary i osoby, w odniesieniu do których to myślenie jest jeszcze dla mnie bardzo trudno dostępne. Ale w wielu wypadkach coraz częściej sięgam do niego automatycznie, zwłaszcza, gdy otrzymuję trudny czy – jak się na początku wydaje – nieadekwatny komunikat. Jest to myślenie, które pyta: o jakiej swojej potrzebie do mnie mówisz?

Ten proces “odpalił się” we mnie w momencie, gdy zaczęłam samą siebie pytać o to, o jakich niezaspokojonych, fundamentalnych potrzebach mówią mi moje własne trudne uczucia. I akceptować odkrywany stan rzeczy, bez obwiniania otoczenia o to, co się dzieje. Na przykład: czuję się poirytowana, bo potrzebuję snu. Kolejnym krokiem było pytanie: co ja mogę zrobić, żeby tę potrzebę zaspokoić? Okazywało się, że najczęściej nie jest do tego potrzebny zastęp help deska, tylko moje własne decyzje. Choć wiadomo, że nie wszystko jest takie proste.

Ścieżka, której można by niesłusznie przykleić etykietę egozimu, zaprowadziła mnie do otwarcia oczu na potrzeby bliskich mi osób. Spostrzegłam, że nagle rzeczy, które do mnie mówią, kiedy się złoszczą, przestają docierać do mnie jako raniące strzały. “O jakiej swojej potrzebie mówi mi mój mąż, gdy zaczyna zdanie od ‘nie miałem dzisiaj pięciu minut’?” Nagle znika ocena, pozostaje szukanie rozwiązań albo przynajmniej empatia. Mąż mówi do mnie o potrzebie przestrzeni, wycofania z aktywności, odnalezienia siebie, niezbędnej do życia choćby minimalnej regeneracji zasobów. Znając stan wyczerpania i “rozdania innym” u siebie, i szanując własną potrzebę odcięcia bodźców, łatwiej wesprę go w działaniu, które mu to umożliwi.

“Czego potrzebujesz?” – okazuje się bardzo ważnym pytaniem, które pomaga zrozumieć w domu fochy, marzenia nie z tej ziemi, zły humor, rozdrażnienie czy działania z pozoru nielogiczne. Nie oznacza wcale, że każdą z tych potrzeb uda się zapokoić, ale przynajmniej powstaje obszar, gdzie są usłyszane i nazwane, a ludzie czują się ważni i mogą także nadawać potrzebom priorytety czy nawet z czegoś rezygnować. To pytanie sprawia, że wzajemne obdarowanie w relacji przestaje być “od czapy”. “Dziś dam Ci z siebie wszystko, jutro wywieszę tabliczkę o bankructwie”. “Albo dziś dam Ci z siebie wszystko, nawet jeśli żadna z tych rzeczy nie będzie tą, którą potrzebujesz”. Pytanie o potrzeby pozwala na to, by obdarowanie w związku dojrzewało i było gotowe na inność drugiego.

Napisałam o tym trochę więcej i w kontekście Świąt TU. Zapraszam serdecznie do lektury.

Małgorzata Rybak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *