Zarządzanie czasem i jazda na oparach

Ponad sześć lat temu w moim życiu pojawiła się “to-do-list”. Ponieważ wydłużała się z dnia na dzień, miałam nawet patent kupowania notesów składających się z bardzo długich pasków papieru. Listy stanowiły czasem całe pliki tych kartek, zwłaszcza gdy zadania przechodziły z jednego dnia na drugi. Był to imponujący lot komety. Niemal, bo co i raz to życie przestawało mnie cieszyć. Aż po dwóch latach nadszedł poważny kryzys. Nie byłam w stanie zrobić listy. Nie byłam w stanie nawet fizycznie wziąć do ręki długopisu i zacząć pisać.

Okazało się, że to nie do końca kometa leciała, ale raczej ćma. I sprawdziła się w moim życiu filozofia Stephena Coveya, który na tamten czas ze swoją ideą proaktywności był zresztą małą pociechą (spróbuj być proaktywny, jeśli smutek i ból odczuwany w środku paraliżuje). Sprawdziła się centralna dla jego filozofii życia myśl, że ważniejsze, niż to, jak szybko lecisz, jest dokąd tak naprawdę. Dziś, po latach, dodałabym jeszcze: “dlaczego tam lecisz”.

Od napisania książki o work-life balance i pracy nad warsztatami lista rzeczy do zrobienia straciła dla mnie całkiem swój priorytet. Właściwie od momentu wypalenia się jej we mnie cztery lata temu – nigdy do niej nie wróciłam, poza momentami, gdy życie nabiera szczególnego przyspieszenia i po prostu nie sposób spamiętać. Zgadzam się z Coveyem, że lista jest najbardziej archaiczną formą planowania, która żywi człowieka iluzją sprawczości i zarządzania czasem. To właśnie przez “listę” niepoddaną refleksji uciekają sprawy najważniejsze w życiu. Bo one nie mogą współistnieć z pośpiechem i hegemonią wydajności. Wydajność jest dla maszyn, dla ludzi jest skuteczność – to, w jaki sposób przybliżam się do swoich życiowych celów. Tych widzianych naprawdę z perspektywy całego mojego istnienia, nie planu na dzień czy tydzień.

Jak ocalić ludzi w naszym planie działania? Jak ocalić kluczowe relacje? Jak pokazać innym, że są ważni? Jak ważni w moim życiu ludzie mogą stać się bliscy? Napisałam o tym artykuł dla Aleteia Polska (KLIK).

A podczas warsztatów dla kobiet pracujemy z “planerem piątej generacji”, w którym ilość kartek i rubryk nie oznacza ilości miejsca na zadania, ale przestrzeń wolności do refleksji, czego ja chcę w moim życiu i kto się w nim liczy.

Dobrego dnia

Małgorzata Rybak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *